Nieśmiałe popiskiwania ego dalekiego od ideału
Kategorie: Wszystkie | Książki | Wszystkie
RSS
sobota, 25 kwietnia 2009
won't be seventeen forever

Odkrycie dnia: tęsknota będzie zawsze. Niezależnie od tego, jak dobry i ciepły związek znajdziemy, nieważne jak dobre rozwiązania przydarzą się nam w życiu, bez względu na to, czego uda nam się nauczyć i co zrozumieć, tęsknota będzie zawsze. Możemy ją zabijać przygodnym flirtem, nadmiarem pracy, zbyt hulaszczym trybem życia - cokolwiek zrobimy, ona będzie. I ta świadomość, wiedza o jej nieuchronności, jest zaiste wyzwalająca. To nic złego, tęsknota za nieokreślonym to rama, w którą oprawione jest nasze człowieczeństwo. To normalne, to dobre - tak jak ta wiosna.

02:55, nie_ksiezniczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008

Jest dobrze, och, jak jest dobrze. Wcale nie jest łatwo, czasami aż nawet nieprzyjemnie do przykrycia twarzy poduszką, ale jest dobrze. Ciepło. Miękko. Uważnie.

Czasami rzeczy, których szukaliśmy okazują się leżec w szufladzie, za którą nie dalibyśmy nawet funta kłaków. Rzeczy, o których myśleliśmy, że nia mamy do nich prawa, że się nie ziszczą, bo się nie da, jakoś się odkręcają i oto znajdujemy siebie przy stole z kubkiem porannej kawy klikając sobie w bzdurne niusy o świecie, a ktoś przynosi nam angielskie śniadanie.

Nie mieliśmy do siebie prawa. Przyszło i zmieniło prawo. Poczucie, że daje się coś dobrego, to cudowna boja w życiu.

A banał zyskuje na blasku, gdy się do niego dojdzie samemu. Też banalne.

22:18, nie_ksiezniczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Żyję cudzym życiem. Jest tak samo dobre jak jakiekolwiek inne.
23:38, nie_ksiezniczka
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 grudnia 2007

Uczę się płakać po stracie. Dopiero teraz się uczę - gdy minęło tyle czasu, gdy opadła mgła, gdy nareszcie tylko stoję i patrzę nie próbując się biczować, nawet nie próbując już zrozumieć. Opłakuję stratę jednej z najpiękniejszych rzeczy, które przytrafiły mi się w życiu, tego ciepła, tego miękkiego spokoju, który przyszedł niespodziewanie i został, miał zostać na zawsze. I przeklinam to swoje dziurawe serce, to serce jak rzeszoto, które nie umie zatrzymać nawet największego złotego samorodka. Pewnie, że się winię. Ale wciąż nie wiem, co mogłam zrobić, żeby posłać tę rzekę inną drogą. To mnie przeraża.

Pocieszam się myślą, że jednak, choć dziurawe, jednak mam serce. Czy ja na pewno mam serce?

Więc leżę, wydmuchuję dym pod sam sufit, a z nim cały ten cholerny spazm, opłakuję piękną miłość, której nie umiałam w sobie ocalić, a łzy ściekają mi po zakrętach małżowin. W brzuchu mam żwir.  

11:21, nie_ksiezniczka
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 listopada 2007

Kiedyś Cię znajdę. Znajdę Cię.

Sekundo, w której drgnę

Minuto, która zetniesz mnie lodem

Godzino, która wybije

Dniu bez popołudnia

Nocy, która nie przejdziesz w dzień

Tygodniu, który zaczniesz się w środę

Miesiącu bez nowiu

Kwartale, który nie będziesz czwartą częścią

Roku, który okażesz się przystępnie nieprzystępny

Dekado o trzynastu lipcach

Wieku, który będziesz srebrno-złoty

Millenium bez jubileuszu

Ta chwilo

Kiedyś Cię znajdę. Jestem coraz bliżej, wiem.

13:45, nie_ksiezniczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2007

Na śniadanie: niegaszone wapno z jajkiem.

Na lunch: wapno z wasabi.

Na podwieczorek: niegaszone wapno z kremem.

Na kolację: wapno z wódką.

Mniam, mniam... Chyba jednak nie wapnieję.

01:35, nie_ksiezniczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 listopada 2007
Czasami zamieniamy się w dym. Snujemy się, przenikamy szpary zupełnie ich nie zauważając. Miękko omijamy tematy, które są dla nas naprawdę ważne i niepostrzeżenie zakrywamy to, co naprawdę boli. Rozpływamy się jak mgła, nanizujemy na nitki błahości jak przezroczyste paciorki i zjadamy tort z uśmiechem, jak ludzie. Tak rodzi się ziemia zakazana, tak rodzą się tabu, tak rodzi się dystans, który oddziela jedno pasmo mgły od drugiego. Płyniesz w tym lekko? Bo mnie jednak boli - głupiutkie, prawda?
00:13, nie_ksiezniczka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 listopada 2007
Czy w życiu chodzi o sprawianie sobie przyjemności, czy o to, żeby bolało? Czy należy się pławić w rozkoszach, których świat ma pod dostatkiem koncentrując się na sobie i znanych nam innych, czy też może stawiać na czucie wnętrznościami, które, jak się nim świat spróbuje objąć cały, zaboli? Zaboli jak cholera? Ograniczyć responsywność neuronów do własnej skóry, czy starać się je wyciągnąć w te wszystkie miejsca świata, w których nas nie ma, a gdzie jednak toczy się życie?
Może ta dychotomia jest sztuczna, może pytanie jest źle zadane, ale dla mnie w pewien sposób ważne. Bo od odpowiedzi nań lub od podważenia sensu pytania trzeba chyba (mi) zacząć wędrówkę - w głąb lub na zewnątrz siebie. Wszak żeby żyć, trzeba wędrować po jakiejkolwiek z dróg - nie umiem uwierzyć, że samo trwanie, samo patrzenie, samo słuchanie i kontemplacja są w stanie zapełnić świat. To pytam, choć nie boję się błądzić.
22:45, nie_ksiezniczka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 listopada 2007

I tak October rust przeszedł w November rain. I jak zwykle znów nie zdążyłam się obejrzeć przez ramię. Czas strasznie biegnie, a ja w nim stoję po kostki, po kolana, po uda. Ostatnio nie daje mi spokoju konstatacja, że kiedy dziwujemy się, iż los się ludziom układa czasami tak dziwnie, taki meandrami, takimi opłotkami, nigdy nie myślimy o tym, że nasze własne życie też może okazać się takie dziwaczne. Znów jestem tam, gdzie już byłam - pośrodku mętliku z dzika ochotą, by siebie rozdmuchać na wszystkie świata strony i może nigdy nie odzielić ziaren od plew, może nigdy niczego nie zasiać, nie zostawić po sobie żadnych korzeni. Rozdać siebie naookoło i nic nie zostawić na zapas, bo po co? Zima, nawet jeśli i tym razem przyjdzie, minie, a przecież tak łatwo jest przeżyć, przetrwać nawet najgorsze.

22:55, nie_ksiezniczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2007
Moja zbyt ekspansywność

Kiedy próbuję się do kogoś zbliżyć, bo na takim jestem etapie w życiu, że potrzebuję stworzyć sobie kokon z przyjaznych mi ludzi. Kiedy po prostu chcę być blisko, chcę się przytulić i czuć ciepło, takie ludzko-zwierzęce. Kiedy łapię za rękę, żeby czuć, że ktoś jest na tejże wyciągnięcie, że jest coś miłego i trochę ważnego w tej przestrzeni pomiędzy...


Wtedy właśnie dostaję po łbie. Wtedy, kiedy opuszczę wszystkie tarcze, położę wszelką broń na ziemi, odkryję się jak ta skończona naiwna (będąc z tego dumną), wtedy mówi mi się, że nic z tego nie będzie, bo jestem kobietą i to jest zbyt dwuznaczne. Kiedy gubię się w swoim własnym świecie i wyciągam palce, by cokolwiek stałego pod nimi poczuć, wtedy mówi mi się 'NIE'. Nie mam wyjścia innego, niż się uśmiechnąć, powiedzieć 'Nie ma sprawy' i zatrzasnąć za sobą drzwi klatki schodowej. Rozpłakać się dopiero w windzie. Żałować, że mam cycki i nie mogę przez to być po prostu tylko człowiekiem. Człowiekiem takim, jakim jestem: ekstrawertycznym, dotykowo-zapachowym, z radarami nastawionymi na bliskość i ciepło...

Odmówiono mi tego prawa, więc dziś wieczór świętuję kolejne pożegnanie. Pożegnanie dla nikogo nie ważne, choć dla mnie tak strasznie smutne. I tylko spijając kolejny łyk z szyjki oplakatowanej 'Martini' modlę się, by mieć siłę, żeby już nigdy nie próbować się zbliżyć. Żeby nigdy nie zmuszać nikogo, by mi odpłacił za te łzy, które takim cholernym ciurkiem ciekną mi po twarzy.

Żegnaj. Tak bardzo żałuję.




23:00, nie_ksiezniczka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Skopiuj CSS