Nieśmiałe popiskiwania ego dalekiego od ideału
sobota, 25 kwietnia 2009
won't be seventeen forever
Odkrycie dnia: tęsknota będzie zawsze. Niezależnie od tego, jak dobry i ciepły związek znajdziemy, nieważne jak dobre rozwiązania przydarzą się nam w życiu, bez względu na to, czego uda nam się nauczyć i co zrozumieć, tęsknota będzie zawsze. Możemy ją zabijać przygodnym flirtem, nadmiarem pracy, zbyt hulaszczym trybem życia - cokolwiek zrobimy, ona będzie. I ta świadomość, wiedza o jej nieuchronności, jest zaiste wyzwalająca. To nic złego, tęsknota za nieokreślonym to rama, w którą oprawione jest nasze człowieczeństwo. To normalne, to dobre - tak jak ta wiosna.
poniedziałek, 27 października 2008
Jest dobrze, och, jak jest dobrze. Wcale nie jest łatwo, czasami aż nawet nieprzyjemnie do przykrycia twarzy poduszką, ale jest dobrze. Ciepło. Miękko. Uważnie. Czasami rzeczy, których szukaliśmy okazują się leżec w szufladzie, za którą nie dalibyśmy nawet funta kłaków. Rzeczy, o których myśleliśmy, że nia mamy do nich prawa, że się nie ziszczą, bo się nie da, jakoś się odkręcają i oto znajdujemy siebie przy stole z kubkiem porannej kawy klikając sobie w bzdurne niusy o świecie, a ktoś przynosi nam angielskie śniadanie. Nie mieliśmy do siebie prawa. Przyszło i zmieniło prawo. Poczucie, że daje się coś dobrego, to cudowna boja w życiu. A banał zyskuje na blasku, gdy się do niego dojdzie samemu. Też banalne.
poniedziałek, 11 lutego 2008
Żyję cudzym życiem. Jest tak samo dobre jak jakiekolwiek inne.
piątek, 28 grudnia 2007
Uczę się płakać po stracie. Dopiero teraz się uczę - gdy minęło tyle czasu, gdy opadła mgła, gdy nareszcie tylko stoję i patrzę nie próbując się biczować, nawet nie próbując już zrozumieć. Opłakuję stratę jednej z najpiękniejszych rzeczy, które przytrafiły mi się w życiu, tego ciepła, tego miękkiego spokoju, który przyszedł niespodziewanie i został, miał zostać na zawsze. I przeklinam to swoje dziurawe serce, to serce jak rzeszoto, które nie umie zatrzymać nawet największego złotego samorodka. Pewnie, że się winię. Ale wciąż nie wiem, co mogłam zrobić, żeby posłać tę rzekę inną drogą. To mnie przeraża. Pocieszam się myślą, że jednak, choć dziurawe, jednak mam serce. Czy ja na pewno mam serce? Więc leżę, wydmuchuję dym pod sam sufit, a z nim cały ten cholerny spazm, opłakuję piękną miłość, której nie umiałam w sobie ocalić, a łzy ściekają mi po zakrętach małżowin. W brzuchu mam żwir.
sobota, 24 listopada 2007
Kiedyś Cię znajdę. Znajdę Cię. Sekundo, w której drgnę Minuto, która zetniesz mnie lodem Godzino, która wybije Dniu bez popołudnia Nocy, która nie przejdziesz w dzień Tygodniu, który zaczniesz się w środę Miesiącu bez nowiu Kwartale, który nie będziesz czwartą częścią Roku, który okażesz się przystępnie nieprzystępny Dekado o trzynastu lipcach Wieku, który będziesz srebrno-złoty Millenium bez jubileuszu Ta chwilo Kiedyś Cię znajdę. Jestem coraz bliżej, wiem.
czwartek, 08 listopada 2007
Na śniadanie: niegaszone wapno z jajkiem. Na lunch: wapno z wasabi. Na podwieczorek: niegaszone wapno z kremem. Na kolację: wapno z wódką. Mniam, mniam... Chyba jednak nie wapnieję.
środa, 07 listopada 2007
Czasami zamieniamy się w dym. Snujemy się, przenikamy szpary zupełnie ich nie zauważając. Miękko omijamy tematy, które są dla nas naprawdę ważne i niepostrzeżenie zakrywamy to, co naprawdę boli. Rozpływamy się jak mgła, nanizujemy na nitki błahości jak przezroczyste paciorki i zjadamy tort z uśmiechem, jak ludzie. Tak rodzi się ziemia zakazana, tak rodzą się tabu, tak rodzi się dystans, który oddziela jedno pasmo mgły od drugiego. Płyniesz w tym lekko? Bo mnie jednak boli - głupiutkie, prawda?
poniedziałek, 05 listopada 2007
Czy w życiu chodzi o sprawianie sobie przyjemności, czy o to, żeby bolało? Czy należy się pławić w rozkoszach, których świat ma pod dostatkiem koncentrując się na sobie i znanych nam innych, czy też może stawiać na czucie wnętrznościami, które, jak się nim świat spróbuje objąć cały, zaboli? Zaboli jak cholera? Ograniczyć responsywność neuronów do własnej skóry, czy starać się je wyciągnąć w te wszystkie miejsca świata, w których nas nie ma, a gdzie jednak toczy się życie? Może ta dychotomia jest sztuczna, może pytanie jest źle zadane, ale dla mnie w pewien sposób ważne. Bo od odpowiedzi nań lub od podważenia sensu pytania trzeba chyba (mi) zacząć wędrówkę - w głąb lub na zewnątrz siebie. Wszak żeby żyć, trzeba wędrować po jakiejkolwiek z dróg - nie umiem uwierzyć, że samo trwanie, samo patrzenie, samo słuchanie i kontemplacja są w stanie zapełnić świat. To pytam, choć nie boję się błądzić.
niedziela, 04 listopada 2007
I tak October rust przeszedł w November rain. I jak zwykle znów nie zdążyłam się obejrzeć przez ramię. Czas strasznie biegnie, a ja w nim stoję po kostki, po kolana, po uda. Ostatnio nie daje mi spokoju konstatacja, że kiedy dziwujemy się, iż los się ludziom układa czasami tak dziwnie, taki meandrami, takimi opłotkami, nigdy nie myślimy o tym, że nasze własne życie też może okazać się takie dziwaczne. Znów jestem tam, gdzie już byłam - pośrodku mętliku z dzika ochotą, by siebie rozdmuchać na wszystkie świata strony i może nigdy nie odzielić ziaren od plew, może nigdy niczego nie zasiać, nie zostawić po sobie żadnych korzeni. Rozdać siebie naookoło i nic nie zostawić na zapas, bo po co? Zima, nawet jeśli i tym razem przyjdzie, minie, a przecież tak łatwo jest przeżyć, przetrwać nawet najgorsze.
czwartek, 16 sierpnia 2007
Moja zbyt ekspansywność
Kiedy
próbuję się do kogoś zbliżyć, bo na takim jestem etapie w życiu, że
potrzebuję stworzyć sobie kokon z przyjaznych mi ludzi. Kiedy po prostu
chcę być blisko, chcę się przytulić i czuć ciepło, takie
ludzko-zwierzęce. Kiedy łapię za rękę, żeby czuć, że ktoś jest na tejże
wyciągnięcie, że jest coś miłego i trochę ważnego w tej przestrzeni
pomiędzy...
Wtedy
właśnie dostaję po łbie. Wtedy, kiedy opuszczę wszystkie tarcze, położę
wszelką broń na ziemi, odkryję się jak ta skończona naiwna (będąc z
tego dumną), wtedy mówi mi się, że nic z tego nie będzie, bo jestem
kobietą i to jest zbyt dwuznaczne. Kiedy gubię się w swoim własnym świecie i wyciągam palce, by cokolwiek stałego pod nimi poczuć, wtedy mówi mi się 'NIE'. Nie mam wyjścia innego, niż się uśmiechnąć, powiedzieć 'Nie ma sprawy' i zatrzasnąć za sobą drzwi klatki schodowej. Rozpłakać się dopiero w windzie. Żałować, że mam cycki i nie mogę przez to być po prostu tylko człowiekiem. Człowiekiem takim, jakim jestem: ekstrawertycznym, dotykowo-zapachowym, z radarami nastawionymi na bliskość i ciepło...
Odmówiono mi tego prawa, więc dziś wieczór świętuję kolejne pożegnanie. Pożegnanie dla nikogo nie ważne, choć dla mnie tak strasznie smutne. I tylko spijając kolejny łyk z szyjki oplakatowanej 'Martini' modlę się, by mieć siłę, żeby już nigdy nie próbować się zbliżyć. Żeby nigdy nie zmuszać nikogo, by mi odpłacił za te łzy, które takim cholernym ciurkiem ciekną mi po twarzy.
Żegnaj. Tak bardzo żałuję.
|
Zakładki:
1. Szef kuchnni poleca
(do czytania nie tylko przy jedzeniu):
2. Z innej bajki
3. Kuchnia w budowie
4. Napisać do nie_księżniczki chcesz?
5. Pomorze kibicuje WiM - specially for ciberche :)
|