Nieśmiałe popiskiwania ego dalekiego od ideału
Blog > Komentarze do wpisu

I tak October rust przeszedł w November rain. I jak zwykle znów nie zdążyłam się obejrzeć przez ramię. Czas strasznie biegnie, a ja w nim stoję po kostki, po kolana, po uda. Ostatnio nie daje mi spokoju konstatacja, że kiedy dziwujemy się, iż los się ludziom układa czasami tak dziwnie, taki meandrami, takimi opłotkami, nigdy nie myślimy o tym, że nasze własne życie też może okazać się takie dziwaczne. Znów jestem tam, gdzie już byłam - pośrodku mętliku z dzika ochotą, by siebie rozdmuchać na wszystkie świata strony i może nigdy nie odzielić ziaren od plew, może nigdy niczego nie zasiać, nie zostawić po sobie żadnych korzeni. Rozdać siebie naookoło i nic nie zostawić na zapas, bo po co? Zima, nawet jeśli i tym razem przyjdzie, minie, a przecież tak łatwo jest przeżyć, przetrwać nawet najgorsze.

niedziela, 04 listopada 2007, nie_ksiezniczka